Ostatnia aktualizacja: 3 stycznia 2016 r.
Dzisiaj: Wtorek, 22 października 2019 r.
Fot. Sport Dancer
Fot. Sport Dancer
Fot. Sport Dancer

O TAŃCU

28 sierpnia 2008 r.
HISTORIA TANGA
Opracowane przez Makroconcert

Tango to splecenie się dwojga ludzi, podpisanie kontraktu ich ciał i dusz. Znikoma zaborcza przestrzeń między ich biodrami, udami zmusza do dialogu. Obejmujące się ramiona stapiają ich w jedno. Spośród wielu interpretacji słowa "tango" jedna łączy je z latyńskim czasownikiem "tangere", oznaczającym "dotykać".

Historia tanga rozpoczęła się około 1870 roku, od połączenia rdzennych tańców i piosenek z przedmieść Buenos Aires. Źródła sięgają do kubańskiej habanery, payadas - improwizacji śpiewanych przy akompaniamencie gitar, milango, które stało się popularnym tańcem i afrykańskiego candombe z jego pulsującym rytmem. Tango narodziło się w slamsach na przedmieściach Buenos Aires zwanych "arrabales", gdzie europejscy imigranci (wielu spośród nich to Włosi i Hiszpanie) zasiedlali się między lokalnymi gauchos. Ci nowoprzybyli, którzy szli za obietnicą "ziemi obiecanej", zetknęli się z rzeczywistością inną od oczekiwanej, zostali robotnikami i żyli w przytłaczającej biedzie daleko od swoich rodzin. Pierwsze, wczesne tango narodziło się ze smutku, melancholii i nostalgii.

Uważa się, że tango narodziło się w domach publicznych (tzw. academias) i pół kryminalnych środowiskach z bocznych uliczek Buenos Aires, gdzie kelnerka mogła stać się partnerką do tańca, marzeniem albo jednonocną przygodą. W takim środowisku tango stało się sposobem na wyrażenie niepohamowanej agresji. Powoli, drogą prób i błędów, ten dziki zmysłowy taniec nabrał kształtów i struktury.

Jest kilka dróg, którymi ten nowy taniec wyszedł poza granice arrabal. Wielu młodych ludzi z dobrze sytuowanych rodzin (tzw. portenos), zaczęło odwiedzać domy publiczne w odległych dzielnicach, gdzie mogli uczestniczyć w bójkach ulicznych albo nauczyć się tanga. To była jedna z dróg; dlatego tango nie pozostało na peryferiach Buenos Aires. Odwrotnie, w pierwszych latach XX wieku zaczęło przenikać do sal tanecznych miasta. Przez to taniec musiał złagodzić swoją dzikość i stać się delikatniejszym i gładszym.

Niektórzy młodzi ludzie wywieźli ten egzotyczny taniec do Paryża, w którego salach balowych spotkał się z dużym entuzjazmem. Ten zmysłowy taniec, który jest doskonałym pretekstem do bliskiego kontaktu z drugą osobą, został natychmiast podchwycony przez Paryżan, którzy przekształcili go w niepohamowany szał.

Włochy, Niemcy, Wielka Brytania, nie chcąc pozostawać w tyle, krok po kroczku adoptowali nową modę. Nauczyciele argentyńscy otwierali akademie tanga w całej Europie. Ale pomimo zachwytu tym tańcem, znalazło się wiele głosów oburzenia, które krytykowały dziką naturę tanga. Jednakże po paryskim sukcesie tango wróciło do Argentyny, gdzie spotkało się z co raz szerszą akceptacją społeczeństwa i przeniosło z domów publicznych do kabaretów w centrum Buenos Aires. Złoty wiek tanga przypadł na lata 1920 - 1940. W latach 50-tych tango zostało przyćmione przez nowoczesne formy jak np. rock and roll.

Odrodzenie tanga przypada na lata 80-te, kiedy tango było wystawiane na deskach Brodwayu oraz teatrów na całym świecie, niemal stając się obsesją w Stanach Zjednoczonych i Europie. Dzisiaj tango jest tańczone i uwielbiane na całym świecie, od Japonii po Stany Zjednoczone, od północnej Europy po Buenos Aires.

HISTORIA MUZYKI

Tango jest zbudowane na rytmie dwu-taktowym (czasami dodawane są wprowadzenie i pasaże). Takt charakteryzujący tango wywodzi się z taktu dwa na cztery habanery, ale współcześnie jest rozpisane w rytmie cztery na cztery. Istnieją trzy typy tanga: tango milonga - rytmiczny i szybki taniec; tango romanza - muzyka bez tekstów; tango cancion, które zazwyczaj jest prostą melodią z tekstem.

Instrumentami, które tworzą muzyka tanga są: flet, skrzypce, harfa, gitara, klarnet i bandoneon, niemicki instrument, podobny do akordeonu, który jest mocno kojarzony ze smutkiem, nostalgią i uwodzeniem, które dały początek muzyce tanga.

Na samym początku była nieustająca relacja między muzyką i tańcem. I muzyka, i taniec stawały się co raz bardziej wyrafinowane poprzez improwizacje, metodą prób i błędów, przez adoptowanie przez muzyków rytmu i melodii do nieprzewidywalnych ruchów i gestów tancerzy.

Nazwą dla muzyka grającego tango w latach 1880 - 1920 była Guardia Vieja - Stary Wartownik. Typowa orkiedtra była złożna ze skrzypiec, pianina i bandoneon. Pośród tych muzyków znaleźli się Roberto Fripo, Augustin Bardi, Francisco Canaro i Eduado Arolas. Większość z nich nie była wykształconymi muzykami i należała do pierwszej generacji włoskich imigrantów, którzy zazwyczaj improwizowali na swoich instrumentach. Ich zasługi leżą w tym, że tango zyskało mocne poparcie i rozprzestrzeniło się na cały świat.

W 1924 roku, kiedy Julio de Caro założył swój sekstet złożony z pianina, dwóch skrzypiec, dwóch bandoneonów i kontrabasu, rozpoczęła się era Guardia Nueva - Nowego Wartownika. Zostały dodane polifonia i kontrapunkt, nie pozostawiając praktycznie w ogóle miejsca na improwizację. W latach 30-tych orkiestra powiększyła się, a jej interpretatorzy (Juan D'Arienco i inni) zdobyli popularność dzięki radiu i gramofonom. Ich tango jest weselsze, bardziej rytmiczne i swobodne. Carlos Di Sarli był wysoce cenionym pianistą, kompozytorem i dyrygentem w końcu lat 40-tych i później. Podkreślał głównie melodię bez poświęcania rytmu. Lata 40-te należały do Anibal Troilo, bandoneonisty wszechczasów, dyrygenta i ważnego kompozytora oraz do Osvaldo Pugliese, dramatycznego pianisty - lidera rewolucyjnego zespołu.

Innym wpływowym argentyńskim symbolem jest najsłynniejszy piosenkarz i aktor, Carlos Gardel. Dzięki niemu tango przestało być jedynie muzyką i tańcem, a stało się także piosenką. W 1935 roku, u szczytu swojej kariery, Gardel zginął tragicznie w katastrofie lotniczej. Tak niespodziewanie, że natychmiast stał się mitem.

W 1950 roku wielkie orkiestry zostały zastąpione małymi grupami i muzycy zaczęli dawać koncerty tanga. Stało się to także awangardą, której prowodyrem był głownie Astor Piazzolla. Piazzolla "sprofanował" tradycję tanga muzyką, której zadaniem nie było dostarczanie rozrywki a zmuszanie ludzi do myślenia. Piazzolla odkrył tango na nowo, nadając mu zdecydowanie nowoczesności przez polirytmię i zuchwałą harmonię. W 1960 roku założył Quinteto Tango - bandoneon, pianinio, skrzypce, gitara elektryczna i kontrabas. Z Piazzollą tango wkroczyło na sale koncertowe, a słynni wykonawcy do dziś grają jego utwory. Kopozycje Piazzolli nie tylko czynią tango żywym, ale umożliwiają jego ciągły rozwój.

8 października 2007 r.
MISTRZOSTWA POLSKI DZIECI STARSZYCH
Łódź 6 października 2007 r.
Tomasz Rachwalski

Nasza droga (tzn. droga z Krakowa do Łodzi) była szara i mglista, ale za to hala sportowa swoimi białymi światłami padającymi na parkiet rozbudziła od razu i nas opiekunów, i tancerzy, i rodziców jak poranna kawa. Pierwszy blok turnieju był dla obu krakowskich par rozgrzewką przed Mistrzostwami Polski. Krystian z Anią z MCT zatańczyli bardzo pewnie, a zarazem spokojnie w swojej kategorii 10-11 D. Wywalczyli 3.miejsce. Dla Janka i Agaty z PRIMA DANCE był to debiut w 10-latkach w klasie E, ale nie dawali tego po swoim tańcu poznać. Zajęli czwarte finałowe miejsce. Przed godziną 12 rozpoczęła się próba parkietu. O godzinie 13 - eliminacje Mistrzostw Polski.

Teraz króciutko opiszę pary, które zwróciły MOJĄ uwagę w ćwierćfinałach tych mistrzostw.

Para nr 1: Artur Skrzypek i Paulina Mrówczyńska z klubu SMS TANGO Łódź

Czarna sukienka, czarne skarpetki i czarne buty w standardzie (wszystko u partnerki) - zestawienie doskonałe, a taniec porywający. W łacinie Paulina ze swoją niebywałą sprawnością ruchu mogłaby konkurować z tancerkami dużo od siebie starszymi.

Para nr 4: Jędrzej Kauc i Roksana Górczak również SMS TANGO Łódź

Różnica wzrostu w tak młodej parze (partnerka niższa o głowę) kompletnie im nie przeszkadzała - wręcz pomagała. Piękne zgranie w standardzie i znakomita dynamika ruchu Roksany w łacinie.

Para nr 9: Jarosław Biernat i Adrianna Wieczorkiewicz z klubu DANCE IMPERIUM Pruszków

Adrianna tańczyła w zwykłej, prostej, ciemnobrązowej(!) sukience, ale tak rewelacyjnie, że całkiem zapominałem o jej DZIWNYM (jak na tę rangę turnieju i tę kategorię wiekową) kolorze sukienki. Wspaniały walc wiedeński - pełen swingu i lekkości.

Para nr 16: Kewin Espenszyt i Jowita Misiakowska z klubu SZOK Jelenia Góra

Idealne myzycznie i mocno osadzone tango. Czyściutka technicznie łacina - wzór do dla nauczycieli tańca. Jednym słowem: MISTRZOWIE.

Para nr 40: Wiktor Wilga i Klaudia Laskowska z klubu FAN Ostrołęka

Spokój i dojrzałość ruchu. Naturalność i i wielki talent. Śliczna para taneczna. Najlepsza obok pary nr 16.

Ostatecznie doszło do następujących rezultatów:

Finał MP dzieci starszych - styl latynoamerykański

1. Espenszyt Kewin, Misiakowska Jowita SZOK Jelenia Góra

2. Wilga Wiktor, Laskowska Klaudia FAN Ostrołęka

3. Szewc Sebastian, Pęczak Aleksandra SAMBA Tarnobrzeg

4. Kacperski Robert, Zymek Adrianna AKTT Szczecin

5. Skrzypek Artur, Mrówczyńska Paulina SMS TANGO Łódź

6. Kauc Jędrzej, Górczak Roksana SMS TANGO Łódź

7. Słowiński Patryk, Nowak Justyna SMS TANGO Łódź

...

13. Bil Krystian, Sordyl Anna MCT Kraków

...

37-38. Źróbek Jan, Szmigiel Agata PRIMA DANCE Kraków

Startowało 41 par.

Finał MP dzieci starszych - styl standardowy:

1. Espenszyt Kewin, Misiakowska Jowita SZOK Jelenia Góra

2. Wilga Wiktor, Laskowska Klaudia FAN Ostrołęka

3. Szmit Maurycy, Krakowiak Olga MUZA Olsztyn

4. Szewc Sebastian, Pęczak Aleksandra SAMBA Tarnobrzeg

5. Maciejewski Michał, Wronka Magdalena ESKULAP Łódź

6. Skrzypek Artur, Mrówczyńska Paulina SMS TANGO Łódź

...

16-17. Bil Krystian, Sordyl Anna MCT Kraków

...

36-38. Źróbek Jan, Szmigiel Agata PRIMA DANCE Kraków

Startowały 42 pary.

I w tym miejscu pozwolę sobie na osobistą dygresję.

Na każdym turnieju tańca będąc widzem dużo obserwuję. Tak było też i w Łodzi. Do jakich wniosków doszedłem? Wydaje mi się (choć podkreślam - tylko z obserwacji), że większość tych tancerzy, którzy przyjechali tu zmagać się o tytuł Mistrza Polski, to zawodnicy bardzo poważnie traktujący sportowy taniec towarzyski. Zauważyłem ich bardzo profesjonalne podejście. Najpierw rozgrzewka poza parkietem - nie jakieś przypadkowe wymachy rąk i wykopy nóg, ale mądre i przemyślane ćwiczenia w określonej kolejności. BRAWA DLA TRENERÓW! Następnie: stroje tancerzy i tancerek (w 99 procentach) idealnie dopasowane do sylwetki, wzrostu, a kolory tkanin do karnacji danego zawodnika. Detal, jak na przykład sposób uczesania - dopracowany w stu procentach. Tu nie ma amatorszczyzny. A zastanówmy się: jak wyglądają nasze małopolskie pary w klasach E D czy C? W kategoriach dziecięcych nie jest jeszcze najgorzej, ale w kategorii powyżej 15 lat... O ZGROZO! Czasem jak oglądam turnieje w Krakowie, bądź innych miastach naszego okręgu, to aż mnie oczy bolą. Widzę albo stroje balowo-studniówkowe (czytaj: sukienki do tańców standardowych), albo spodnie z młodszego brata i w dodatku zwężane na dole lub ze zbyt wysokim pasem (czytaj: spodnie do łaciny). Albo tancerze i rodzice chcą maksymalnie zaoszczędzić finansowo na stroju i tym samym ich wygląd jest "oszczędny", żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie. Albo trenerzy niestety nie panują nad tym lub sami nie mają pojęcia o doradzaniu w doborze koloru tkaniny czy fasonu stroju, bo są tylko od nauczania tańca. Niestety sprawa ta dotyczy zarówno tancerzy jak i tancerek. Zastanówmy się jak to zmienić i ZMIEŃMY TO! Temat choć drażliwy zostawiam do własnych przemyśleń i prowokuję do dyskusji.

Kończąc moje "wywody" powiem co mi się jeszcze podobało. Zupełnie niechcący do moich uszu dobiegały wskazówki trenerów do swoich tancerzy. To były niezwykle fachowe zwroty: Trzymaj energię! Łap przestrzeń! Tańcz ciężarem! Trenerzy, którzy nie odstępowali ani na chwilę swoich podopiecznych. Rozmawiali z nimi po każdym tańcu, po każdej rundzie. Byli dla tych młodych ludzi pierwszym oparciem po zejściu z parkietu. Ważnym oparciem, bo psychika w tym artystycznym sporcie jest bardzo ważna. A widziałem na tym turnieju na przynajmniej kilku dziecięcych twarzach łzy.

Przed nami Mistrzostwa Małopolski w 10 tańcach.

A ja znów będę obserwował.

Pozdrawiam wszystkich

Tomek Rachwalski

PS.

DZIĘKUJĘ panu Mirkowi Wolakowi za możliwość umieszczenia mojej subiektywnej relacji z tych mistrzostw na tej stronie.

GRATULUJĘ Krystianowi i Ani oraz ich trenerom pani Anecie i panu Rafałowi Mikosiom życząc dalszych sukcesów.

16 lipca 2004 r.

Wywiad z Tadeuszem Krupińskim

o Federacji Tańca Sportowego (FTS)

MW (Mirosław Wolak): Witam, ustalmy może na początek, że będę się zwracał do Ciebie po imieniu, bo znamy się od lat i wywodzimy się z jednego klubu krakowskiego AKT KDK "Pałac pod Baranami"?

TK(Tadeusz Krupiński, vicePrezes FTS-u): Dobra, w porządku.

MW: Chciałem Cię dzisiaj odpytać z FTS-u, bo od jakiegoś czasu słyszy się tu i ówdzie, że powstaje jakaś nowa organizacja taneczna, tylko nikt do końca nie wie o co tak naprawdę chodzi.

TK: Nie ma sprawy, proszę o pierwsze pytanie.

MW: Pytanie będą proste i krótkie. I o takie same odpowiedzi proszę.

TK: Dobra, strzelaj!

MW: Czym jest FTS?

TK: Federacja Tańca Sportowego (FTS) jest ogólnopolskim związkiem sportowym, posiadającym prawa polskiego związku sportowego.

MW: Po co powstaje kolejna organizacja taneczna w Polsce?

TK: Tutaj odpowiedź musi być dłuższa.

MW: Dobra, zgadzam się tylko na 5 zdań.

TK: Zgadzam się. FTS powstała z inicjatywy ZG PTT, jako przeciwwaga do Polskiego Związku Tańca Sportowego (PZTS). PZTS powstał w 1997 r. i został wpisany UKFiT-u (później UKFiS-u, a obecnie MENiS-u). PZTS rościł sobie prawa do reprezentowania ruchu tanecznego w Polsce i zagranicą. Podważał np. tytuły Mistrzów Polski w tańcu towarzyskim, które pary zdobywały na MP organizowanych przez PTT. Dzięki wieloletnim wysiłkom ZG PTT PZTS został wykreślony z rejestru ministerstwa. Póki co PZTS odwołał się do Najwyższego Sądu Administracyjnego. Po ewentualnym korzystnym dla nas orzeczeniu NSA FTS będzie się starał o wpis w ministerstwie jako polski związek sportowy.

MW: Czym różni się FTS od PTT?

TK: Polskie Towarzystwo Taneczne jest stowarzyszeniem, a FTS jest związkiem sportowym.

MW: Jaka jest struktura organizacyjna FTS-u?

TK: Struktura FTS-u jest trójstopniowa. Kluby zrzeszające zawodników, trenerów, działaczy należą do związków okręgowych, a te należą do ogólnopolskiego związku sportowego, którym jest FTS.

MW: Czy FTS to kolejna próba podzielenia PTT?

TK: Nie. Na mocy ustaleń "trójkątnego stołu" zostało podpisane porozumienie o współpracy.

MW: A cóż to jest "trójkątny stół", dotychczas słyszałem tylko o "okrągłym stole"?

TK: Jak sama nazwa wskazuje stół ten był trójkątem, dodam od siebie, że równobocznym. Przy trzech bokach owego stołu zasiadły zarządy trzech organizacji tanecznych: Prezydium ZG PTT, Zarząd FTS, Zarząd PZST (Polskie Zawodowe Stowarzyszenie Taneczne). W centralnym miejscu stołu położono kartkę z hasłem "TANIEC", bo o dobro polskiego chodziło.

MW: No i co uchwaliliście?

TK: Kierując się dobrem tańca w Polsce dyskusja zmierzała do bardzo szerokiej współpracy wszystkich trzech organizacji.

MW: To są ogólne sformułowania, które nic nie mówią?

TK: I tu trafiłeś w sedno. Porozumienie, które zostało podpisane na zakończenie obrad mówi o współpracy i wzajemnym poszanowaniu interesów wszystkich trzech organizacji. Organizacje amatorskie, czyli PTT i FTS podpisały porozumienie wzajemnie uznające przepisy i regulaminy obydwu organizacji. To stwierdzenie jest bardzo ogólne i uproszczone, ale ideą tego pierwszegon spotkania było porozumienie, a nie konfrontacja.

MW: Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Co to oznacza dla par zrzeszonych w PTT i FTS?

TK: Pary zrzeszone w klubach sportowych FTS będą mogły rywalizować w zawodach FTS-u, jak również na turniejach PTT i na odwrót.

MW: A co z klasami tanecznymi w FTS?

TK: Przepisy i regulaminy, które opracowali działacze FTS opierają się na regulaminach innych dyscyplin sportowych. W FTS-ie istnieje 6 klas wyczynowych: IV klasa (odpowiadające w PTT klasie E), III klasa (w PTT kl.D), II klasa (kl.C), I klasa (kl.B), klasa mistrzowska krajowa (kl.A), klasa mistrzowska międzynarodowa (kl.S).

MW: No dobra, a jak w FTS odbywa się przeklasyfikowanie pary?

TK: Na turniejach klasyfikacyjnych.

MW: Powiedz coś więcej o takim turnieju, np. czy każdy turniej może być turniejem klasyfikacyjnym?

TK: Do każdej klasy będzie kilka turniejów w roku, w klasach niższych na poziomie okręgu, a w najwyższych na poziomie krajowym.

MW: Czyli nie będzie systemu punktowego?

TK: W regulaminie FTS-u nie ma takiego pojęcia?

MW: A co z turniejami mistrzowskimi, takimi jak Mistrzostwa Polski i Mistrzostwa Okręgów?

TK: W chwili obecnej Mistrzostwa Polski i Mistrzostwa Okręgu leżą w gestii PTT.

MW: Kto "zasiada" we władzach FTS-u, no wiesz pytam o prezesa i o zarząd?

TK: Prezesem FTS-u jest Antoni Czyżyk, a vicePrezesami są Marek Chojnacki, Antoni Grycmaher, Robert Wota i ja Tadeusz Krupiński. Sekretarzem Generalnym jest Andrzej Mierzwa, Skarbnikiem jest Andrzej Golonka oraz członkowie Zarządu Alojzy Nowak i Wojciech Olszak.

MW: Same znane nazwiska?!

TK: Mnie się wydaje, że to dla nowej organizacji korzytstna sytuacja, że we władzach FTS-u znalazły się uznane autorytety ruchu tanecznego.

MW: A skąd fundusze na działalność FTS-u?

TK: Jako związek sportowy FTS ma inne sposoby pozyskiwania funduszy niż stowarzyszenia. Możemy się już pochwalić tym, że w roku 2004 pozyskaliśmy fundusze z MENiS na organizację szkoleń. W styczniu 2004 r. zorganizowaliśmy bezpłatne szkolenie dla instruktorów i trenerów tańca sportowego, natomiast w lipcu 2004 organizujemy bezpłatne 6-dniowe szkolenie dla par kategorii Junior I i Junior II. Zajęcia poprowadzą Michał Malitowski i Joanna Leunis oraz Mariusz Grzejszczak i Krzysztof Trentowski. Połowa par biorących udział w szkoleniu to oczywiście pary z klubów sportowych FTS-u, a druga połowa została wytypowana przez PTT. Wszystkie te pary brały udział w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Dzieci i Młodzieży w Sportach Halowych - 2 maja 2004 Poznań.

MW: Jak widzisz przyszłość FTS-u i PTT?

TK: FTS widzę jako organizację zajmującą się ścisłym wyczynem i kadrą sportową polskich par. Natomiast uważam, że PTT będzie nadal organizacją zapewniającą masowość ruchu tanecznego. Przyszłość jest jednak nieprzewidywalna i życie pokaże w jakim kierunku będzie zmierzał taniec w Polsce.

MW: Czy chciałbyś jeszcze coś dodać na zakończenie tego wywiadu?

TK: O, tak. Chciałbym, przede wszystkim życzyć wszystkim parom sukcesów w nadchodzącym sezonie tanecznym oraz wierzę w to, że powstanie FTS-u przyczyni się do dalszego rozwoju ruchu tanecznego w Polsce.

24 luty 2003 r.

Ruch przy muzyce w procesie integracji osób niepełnosprawnych

Jan Golc

Muzyka jest przyjemna do słuchania dla wszystkich, różnica występuje tylko w indywidualnym podejściu i upodobaniu w jej percepcji. Jedni lubią słuchać cichą melodię, inni głośną, rytmiczną, podrywającą do ruchu ciała. Słuchający na ogół interpretuje ruchem muzykę: kiwaniem głową, tupaniem, wybijaniem rytmu palcami lub dłonią, w ogóle ruchem. Jeżeli muzyka niesie tyle przyjemności i tak jest mobilizująca do ruchu, można i należy ją wykorzystać do rehabilitacji osób niepełnosprawnych. Muzyka, rytm i melodia wymusza na ćwiczącym ruch o pożądanej amplitudzie i zakresie tworząc przemyślany układ ćwiczeń rehabilitacyjnych inaczej nazywając - taniec integracyjny. [...]

[Cały artykuł...]

Kontakt poprzez Internet: totkkf@sp158.krakow.pl lub golcjw@poczta.onet.pl

16 czerwca 2003 r.

Ogólnogalaktyczny Drużynowy Turniej

DANCE  MUNDIAL  2003

KRAKÓW 3 : 5 RESZTA ŚWIATA

Relacja sportowa i nie tylko...

W dniu 14 czerwca 2003 r. po południu zamilkły orkiestry taneczne świata, zamarły turniejowe pląsy, bo oto Taneczna Drużyna Krakowa rzuciła rękawicę Reszcie Świata. Placem tych szlachetnych zmagań stała się murawa KS. Juvenia w Krakowie, a pojedynek został stoczony przy użyciu piłki futbolowej i kompletu 44 najlepszych, męskich tanecznych nóg w kraju (plus kilka dodatkowych kompletów nóg na zmiany)! Już na rozgrzewkę wojownicy wybiegli w strojach turniejowych (o przepraszam, piłkarskich) i rozpoczęły się wstępne harce, prężenie muskułów i baczne obserwowanie rywali, tak charakterystyczne dla prób parkietów na wszystkich turniejach tańca. Drużyna Gości (Reszta Świata) zaprezentowała się w strojach niebiesko-białych wyglądając jak "kopacze" ze słonecznej Italii. Na przeciw nim stanęli gracze odziani w żółto-zielone barwy do złudzenia przypominający "Canarinios" (Brazylia). Taki mecz to tzw. "piłkarski klasyk", czyli pojedynek odwiecznych rywali reprezentujących dwa kontynenty, dwa różne style gry: włoskie "catenacio" (konsekwentna gra w obronie i finezyjne kontrataki), oraz "brazylijską sambę" (czyli polot, żywiołowość, bajeczną technikę). W takim starciu nie mogło być "miękkiej gry". Tutaj wszystko było na serio, brzuchy wciągnięte (do granic możliwości), klaty wypięte w przód (podobnie jak brzuchy, tyle, że na odwrót), ochraniacze piłkarskie na goleniach oraz korki na metalu. Prezentowaliśmy się znakomicie, jak na ludzi tańczących i przyzwyczajonych do widowni przystało! Publiczność wyła z zachwytu (mam nadzieję, że nie ze śmiechu). Jako kapitan Gospodarzy (Kraków) miałem ogromny zaszczyt wyprowadzić obie drużyny, sędziego i dzieci (taki zwyczaj przejęty z europejskich pucharów) na boisko. Wszystko odbyło się przy oszałamiającym dopingu publiczności, którą fantastycznie rozbawił już przed meczem "hiper-power'owy prezenter" MyyyyySzaaaa!!! (napisałem to w takim stylu, jakby to On zapowiadał). W pełnym słońcu stanęliśmy przodem, z otwartą przyłbicą do publiczności, a Mysza przedstawił po kolei wszystkich uczestników dramatu. Ho, ho było na co popatrzeć. Z tej "mocarstwowej prezentacji siły" wyrwał nas gwizdek sędziego. Trzeba było zacząć grać, a plac gry znacznie przekraczał rozmiary parkietu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Także czas gry (nie mylić z czasem grania utworów na turnieju) był dłuuuuuugi, baaaardzo dłuuuugi (45 minut do pierwszej i jedynej przerwy). Po kilku wstępnych wzajemnych ostrzeliwaniach piłką, drużyna Gości przeprowadziła składną akcję i przy biernej postawie obrońców gospodarzy (czytaj: mea culpa) padła pierwsza bramka dla Gości. Następnie drużyna Gospodarzy rzuciła się do odrabiania strat, czego efektem było kilka udanych akcji, ale jak zwykle brakowało, jak nie ostatniego podania, to kończącego celnego strzału na bramkę. Stare piłkarskie powiedzenie mówi "niewykorzystane okazje się mszczą". I tak po kolejnej akcji Gości było już 2 : 0. Na tym zakończyła się pierwsza połowa. W szatni Gospodarzy odbyliśmy męską rozmowę, która ze względu na nieobyczajowość nie może tutaj być zacytowana. W trakcie przerwy odbyły się liczne zabawy i konkursy z nagrodami dla publiczności. Fanty w tych zabawach były znakomite, że wspomnę tylko te najśmieszniejsze oraz najdroższe: but piłkarski o rozmiarze(?), a właściwie jego braku, bo but był ponadwymiarowy, drukarki komputerowe, koszulki, serduszka, napoje, gadżety itp.
Druga połowa rozpoczęła się od odrabiania strat przez gospodarzy i powiększania prowadzenia przez Resztę Świata. Po pierwszych 15 minutach było 3 : 1 dla Gości, a pierwszą bramkę dla Krakowa strzelił Jano, po celnym dośrodkowaniu Banana. Mecz wyrównał się. Kraków coraz bardziej naciskał. W wyniku ciągłego pressingu Reszta Świata popełniała coraz więcej błędów, czego efektem był rzut karny podyktowany za dotknięcie piłki ręką przez obrońcę na polu karnym. Pewnym egzekutorem "jedenastki" był Kraszak i było już tylko 3 : 2 dla Reszty Świata. Ataki Gospodarzy nie słabły. Na 7 minut przed końcem meczu, mocno bita piłka z rzutu wolnego została zatrzymana na polu karnym przez obrońcę Gości ręką. Drugi rzut karny! Ponownie zwycięsko z tej próby wyszedł Kraszak, choć bramkarz Reszty Świata tym razem był bliski wyłapania futbolówki. Remis 3 : 3! Emocje sięgnęły zenitu, tym bardziej, że jeszcze okazję do zdobycia zwycięskiej bramki dla Krakowa miał Guzol, który minimalnie przestrzelił z rzutu wolnego. Wspaniałą partię przy lini autowej boiska rozgrywał w trakcie meczu niemalże profesjonalny zespół "Cheerleaders", dając pokaz żywiołowego tańca i zabawy. Dzięki dziewczyny, bez Was padlibyśmy już w połowie pierwszej połowy. Ostatnie 5 minut meczu. Zmęczona odrabianiem strat drużyna Krakowa podjęła heroiczną decyzję o strzeleniu jeszcze jednej zwycięskiej bramki. Można było cofnąć się do obrony, "zamurować bramkę" i dowieźć remis do ostatniego gwizdka sędziego. Ale to nie byłoby zgodne z filozofią gry Brazylii, której stroje przywdzialiśmy. Rzuciliśmy się do ataku i niestety w wyniku indywidulnego błędu strzelono nam następną bramkę. Nie było już nic do stracenia. Przegrana 4 : 3, czy też wyższa, ciągle jest przegraną, a koniecznie chcieliśmy wyrównać. I faktycznie była okazja na doprowadzenie do remisu, niestety niewykorzystana. Po niej kontra Gości i 5 : 3! Koniec meczu. Trzykrotne hip, hip, hura na część zwycięzców, choć z przebiegu meczu na pewno zasłużyliśmy na remis.

Jak się potem okazało mecz był tylko połową zabawy, którą przygotowali organizatorzy imprezy. Dalsza część odbyła się w barze, który znajduje się nie opodal boiska piłkarskiego. Tutaj przy muzyce i piwie przestał obowiązywać podział na niebieskich Włochów i żółtych Brazylijczyków, na cheerleaders i publiczność. Wszyscy pospołu tańczyli i śpiewali (karaoke!), piszczeli i wydzierali się, zabawom i konkursom nie było końca. I może na tym poprzestanę i nic więcej na temat imprezy pomeczowej nie napiszę. Niech to, co się działo wieczorem w barze pozostanie słodką tajemnicą uczestników zabawy.

Ze skrutinerskiego obowiązku (ach ta skłonność do liczenia) dodam, że wszelkie jadła i napitki był droższe o umowną złotówkę, która także została przeznaczona na cel charytatywny. Prawdę mówiąc wszyscy uczestnicy meczu mogą się czuć wygrani, z jednej strony, bo udało się nam wszystkim spotkać "na polu" (jak się mawia w Galicji lub "na dworze" jak mawia się w innych regionach Polski) i świetnie się bawić w zupełnie innej atmosferze niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni na turniejach tańca. Z drugiej strony swoim udziałem w meczu i zabawie choć trochę wsparliśmy szlachetną ideę pomocy choremu koledze. Mam nadzieję, że za rok spotkamy się znowu i zagramy kolejny, poważny mecz jak zwykle "o wszystko".

10 stycznia 2003 r.

Przed Pucharem Wieczystego

Rozważania o repertuarze tanecznym
Grzegorz Gargula

[...] Kończąc, chciałbym stwierdzić, że największą satysfakcją dla sędziego repertuarowego jest nie udzielenie żadnego upomnienia, z powodu braku wykroczeń na parkiecie, czego też sobie i wszystkim tańczącym życzę.

Grzegorz Gargula

[Cały artykuł sędziego Grzegorza Garguli]

13 listopada 2002 r.
Relacja z turnieju w Assen
Katarzyna Zopoth

Właśnie wróciliśmy bardzo zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi z turnieju w Holandii. Okazało się na miejscu, w Assen, że jesteśmy jedyną parą zawodową w łacinie reprezentującą Polskę. Wynik naszych tanecznych starań tak bardzo nas ucieszył, że pragniemy podzielić się tą wiadomością (oraz zdjęciami) z Tobą i z innymi tancerzami: zakwalifikowaliśmy się do 24 najlepszych par! Uważamy, że jest to ogromny sukces, biorąc pod uwagę, że na parkiecie pojawiły się takie sławy jak Paul Killick, Sandro Cavalini, Serge Ryupin, Dmitri Timokhin oraz wiele innych.

Turniej wywarł na nas ogromne wrażenie. Przede wszystkim spodobała nam się gorąca atmosfera, jaką tworzyli widzowie i dwaj prowadzący imprezę konfenansjerzy. Udało im się tak rozgrzać publiczność, że w każdej przerwie między rundami parkiet zapełniony był rozbawionymi parami: statecznymi paniami i panami, młodzieżą kibicującą swoim faworytom i maluchami, którym plątały się kroki w rytm serwowanej żywiołowej muzyki. Całość oprawiona w egzotyczną scenerię meksykańskiego krajobrazu - kaktusy, sombrera, seniority w długich sukniach - wszystko to nadawało niepowtarzalny smak tanecznym zmaganiom.

Pary oceniane były przez śmietankę świata sędziowskiego, między innymi przez Donniego Burnsa (na zdjęciu razem ze Zbyszkiem), Dawida Sycamore'go, Alana Fletchera, Hansa Galke'go, Grahama Oswicka, Richarda Portera.

PZST wytypowało nas jako pierwszą parę reprezentującą Polskę w Mistrzostwach Świata w 10 tańcach, które odbędą się w Dusseldorfie, w dniach 29-30 listopada.

Prosimy wszystkich o mocne trzymanie za nas kciuków!

Z tanecznym pozdrowieniem,

Kasia Zopoth

22 października 2002 r.
Taniec na wózkach
Jarosław Michałek

Z czym się Wam kojarzą wózki inwalidzkie? .... Ano mnie w tej chwili kojarzą się tylko z tańcem. Jeż po raz kolejny miałem okazję być na turnieju, gdzie część tancerzy porusza się na wózkach. Tym razem była to impreza najwyższej rangi: Mistrzostwa Świata. Jeśli nie widzieliście ich jak tańczą to się pewnie zastanawiacie, czy siedząc na wózku można tańczyć? Zapewne wielu (z Was) uważa że ciężko. Ale czym jest taniec, z definicji jest to poruszanie się - najczęściej przy muzyce, i nic nie jest powiedziane o nogach! Jesteśmy zepsuci pojmowaniem tańca jako wyczynu sportowego, pogonią za punktami, klasami , ciągłą rywalizacją. Najczęściej turniej jak turniej, jeden do drugiego mniej lub bardziej podobny, większość z turniejów spływa po nas jak po kaczce. Przyjechali, zatańczyli, pojechali, było mniej lub bardziej miło. Najczęściej jeszcze coś by wypadało ponarzekać i tyle. A gdzie do cholery taniec? Przecież taniec to coś więcej niż podskakiwanie. Nie wiem jak wy , ale ja (pomimo mojego wieku) pamiętam moje pierwsze próby taneczne, na dyskotece na kolonii, na pierwszym kursie tańca, czy to miało cokolwiek wspólnego z krokami, pozami, figurami itp., nie !!! Były to przede wszystkim przeżycia emocjonalne!!! Dlaczego o tym przy tej okazji piszę. A dlatego właśnie , że mnie - staremu wyjadaczowi tanecznemu, który każdą sobotę i niedzielę spędza na jakimś turnieju - który zęby na tej machinie tanecznej zjadł - właśnie na tym turnieju zachciało się potańczyć !!! Pierwszy raz od wielu lat poczułem radość tańca i jego prawdziwe piękno. Jak tam było? Ano tak: Na początku widzimy wózki i niepełnosprawnych ludzi, w miarę jednak oglądania tego co dzieje się na parkiecie, wózki znikają, a zostają jedynie wspaniali tancerze. Jestem pewien że w finałach nikt - jeszcze raz powtórzę nikt - nie widział na parkiecie żadnego wózka!!!! Były tam tylko uśmiechnięte (choć często zmęczone) wspaniałe i tryskające szczęściem pary. Ludzie !!! Oni tak pięknie tańczyli, że się w pale nie mieści !!!!!!! To był właśnie taniec, to coś więcej niż bieganie po parkiecie. I poza wspaniałym widowiskiem , był to też w pełni sportowy turniej tańca, z międzynarodową komisją sędziowską, ze wspaniałą publicznością (bardzo dużo kibiców zagranicznych - największe grupy z Holandii i Japonii) kibicującą nie tylko swoim parom, ekipami telewizyjnymi (w tym dwie japońskie), dziesiątkami fotografów (w tym i ja nieboraczek) itd. itd... Nie obrażając nikogo to powiem jeszcze tylko tyle, że dobrze że w międzyczasie był też turniej IDSFu bo można było na chwile poluzować emocje. I nie neguję wcale potrzeby sportowego ruchu tanecznego, bo gdyby go nie było nie byłoby i tu wszystkich nas, w tym ruchu żyjących, tylko jakoś tak czasami.........

20 lutego 2002 r.
Na "pudle"
Katarzyna Kania lat 12, tancerka z Kęt

[...] "Czytali kolejno miejsca, szóste, piąte, czwarte i wywoływane pary wychodziły na środek parkietu po odbiór dyplomów. Gdy wśród par, które zajęły miejsca trzecie i drugie, nie było pary z numerem 14, wtedy łzy napłynęły mi do oczu i usłyszałam okrzyk mojego partnera: "Kaśka, wygraliśmy". Mocno chwycił mnie za rękę i poprowadził nas na podium. Stanęliśmy na najwyższym "pudle". Na naszych szyjach zawisły złote medale. Zabrzmiały fanfary tylko dla nas. Wszyscy bili nam brawa." [...]

[Cały artykuł...]

16 stycznia 2002 r.

Ogólnopolski Turniej Tańca

o Puchar Prof. Mariana Wieczystego

Moje wspomnienia
Andrzej Golonka

W bieżącym organizowany jest po raz 28 Ogólnopolski Turniej Tańca Towarzyskiego o Puchar Prof. Mariana Wieczystego. Turniej, który dzisiaj ma na celu przywołanie do pamięci postać Profesora oraz Jego rodziny - ludzi, którzy tworzyli i organizowali ruch tańca towarzyskiego w Polsce.

Pamiętam Płock, rok 1973, kiedy byłem jeszcze słuchaczem na III roku Studium Tanecznego organizowane przez ówczesne Ministerstwo Kultury i Sztuki, kiedy prof. Marian Wieczysty podzielił się ze mną myślą o zorganizowaniu turnieju tańca towarzyskiego dla wszystkich tancerzy. Turnieju w którym nie ma być podziału na klasy taneczne, ale za to ma obowiązywać repertuar. [...]

Wiesz powiedział wtedy po namyśle prof. Marian Wieczysty "a w sporcie, w szczególności w piłce nożnej przecież jest tzw. Puchar Polski. W tym turnieju mogą grać z drużyny I-wszo ligowe z drużynami klubów początkujących. Faktycznie tak było w tych czasach. Zdarzało się, że do półfinałów tego Pucharu Polski dochodziły drużyny nieznane na poziomie ogólnopolskim. To z jednej strony mobilizowało młodych zawodników do lepszej pracy, starszym dawało wskazówkę, że jeszcze nie są tak doskonali, jak by się mogło wydawać. Poziom tańca wśród naszych par nie jest dla mnie zadawalający, kontynuował Profesor i stąd chcę stworzyć możliwość konfrontacji tych początkujących i tych wysoko zaawansowanych. Moja koncepcja to wszyscy tańczą to samo, niech zwyciężą najlepsi, ale w każdym tańcu dodaje Profesor. Wiesz, należy ciągle wracać do korzeni. Pamiętaj z nich ciągle należy korzystać, bo inaczej odejdziemy od charakteru poszczególnych tańców".[...]

[Artykuł Andrzeja Golonki o Pucharze Wieczystego...]

[Artykuł Andrzeja Golonki do ściągniecia... - wiecz02a.doc (33 kB)]

7 maja 2001 r.

International Dance Festival-Zabrze 2001

- okiem współorganizatora

Franciszek Witos

[...] "Po Turnieju w kwietniu 2000 roku doszliśmy do wniosku, że mamy wystarczające doświadczenie aby zorganizować dwudniowy Festiwal. Wystąpiliśmy do ZG PTT o przyznanie w ramach Festiwalu turniejów IDSF International Open Standard i Latin Adults. Niestety ZG PTT przyznał nam tylko "International Latin Adults" rezerwując dwa "Internationals" dla Sopotu. Do dzisiaj nie wiem ile w tym jest spektakularnych interesów, a ile strategicznych działań PTT uznających Festiwal w Sopocie za Otwarte Mistrzostwa Polski." [...]

[International Dance Festival-Zabrze 2001... - artykuł]

[International Dance Festival-Zabrze 2001... - artykuł do ściągnięcia... (idsf2001.doc 46kB)]

10 kwietnia 2001 r.

Disco, Hip-Hop, ...

- problemy współczesnego Freestyle

Bogusława Szczepanik-Zasada

Freestyle jest ruchem wciąż dynamicznie rozwijającym się. Stąd też podczas spotkań turniejowych pojawiają się problemy, których rozwiązanie jest bardzo trudne, a decyzje podejmowane przez jury mogą wzbudzać kontrowersje.

Ponieważ na VIII Otwartych Mistrzostwach Polski w Tańcach Dyskotekowych pełniłam funkcję sędziego głównego, chciałabym poruszyć kilka problemów, które miały miejsce na tej imprezie...

[Disco, Hip-Hop, ... - artykuł]

[Disco, Hip-Hop, ... - artykuł do ściągnięcia... (freestyl.doc 43kB)]

14 luty 2001 r.
List "Walentynkowy" Grzegorza Garguli

Szanowny Redaktorze

 

Dziś Dzień Zakochanych, ale i chwila refleksji. Taniec - dla ilu ludzi tu zabiły mocniej serca, ilu parom w życiu osobistym tu splątały się losy, ile par tanecznych związało się na dalsze życie, dla ilu były to osobiste tragedie. Myślę, że każdy z nas dopisałby swoje rozdziały do historii tańca od tej strony.

Chętnie powspominałbym z ludźmi, którzy tak jak ja poznali swojego partnera życiowego poprzez taniec, ale nigdy razem nie tańczyli turniejowo. Moja żona nie wytrzymała ze mną więcej niż jeden trening (a może było odwrotnie?), z powodu tzw. niezgodności charakterów tanecznych. W życiu osobistym wytrzymujemy do dziś, a to już ładnych parę lat minęło. W turnieju razem wystartowaliśmy tylko jeden jedyny raz, traktując to symbolicznie - był to bowiem Puchar Wieczystego - w hołdzie naszemu nauczycielowi, dzięki któremu, bądź co bądź się poznaliśmy, a taniec turniejowy zakończyliśmy już kilka lat wcześniej.

Zapraszam na priv gzgrzegorz@poczta.onet.pl z hasłem paraniepara w nazwie. A może dzięki przychylności Redaktora strony odżyje czar wspomnień i powstanie rubryka historii tańca spod znaku Walentynek ?

Pozdrawiam serdecznie

Grzegorz Gargula

Od redakcji:

Od razu deklaruję, że wszelkie odpowiedzi na tą inicjatywę Grzegorza z przyjemnością opublikuję (gratisowo !) w moim serwisie.

Mirek Wolak

23 stycznia 2001 r.
Spotkanie Miłośników i Sympatyków Tańca
Grzegorz Gargula

Zapraszam do przeczytania relacji Grzegorza Garguli ze Spotkania Miłośników i Sympatyków Tańca, które odbyło się tuż przed Pucharem Wieczystego w piątek 12.01.2001 w gościnnych salach Krakowskiego Centrum Tańca.

16 stycznia 2001 r.

Puchar Wieczystego widziany okiem skrutinera,

zza komputera

Mirek Wolak

Jak mawiała moja Polonistka z Liceum: "dopilnuję tego, że każdy kto u mnie dostanie ocenę pozytywną, parę zdań w języku polskim będzie umiał ustulać".Średnia to była ocena, ale ponieważ była pozytywna podjąłem próbę opisania Pucharu Wieczystego w relacji: "Puchar Wieczystego widziany okiem skrutinera, zza komputera".

4 stycznia 2001 r.

"O życiu i działalności

Profesora Mariana Wieczystego"

Andrzej Golonka

Artykuł pana Andrzeja Golonki "O życiu i działalności Profesora Mariana Wieczystego".

Powyższy artykuł można sobie tutaj ściagnąć: wiecz.doc (85kB)

15 grudnia 2000 r.

Chciałbym na tej stronie zamieszczać artykuły o tematyce tanecznej. Jeśli Kogoś z Was dopadłaby wena i popełniłby jakiś tekst w temacie tańca towarzyskiego lub w temacie bliskim tańca to chętnie umieszczę go na tej stronie. Zapraszam.

Mam obiecanych kilka artykułów i czekam. Mam nadzieję, że na obiecankach się nie skończy.

Mirek Wolak

Fot. Sport Dancer